Czwartek [22.04.2010, 20:20]
Pięć lat temu miało miejsce EXPO w Aichi, w Japonii. Olbrzymia powierzchnia wystawowa, miliony odwiedzających z całego świata ( choć i tak najwięcej było Japończyków ), poważne rozmowy biznesowe w kuluarach i wystawy w pawiloonach różnych krajów.
Wystawa w Pawilonie Chińskim poświęcona była jednemu - EXPO 2010 w Szanghaju, które ma być LEPSZE, bo będzie BARDZIEJ, WIĘCEJ, OKAZALEJ.
Na razie mogę powiedzieć tyle, że w Szanghau coraz więcej cudzoziemców, teren wystawowy jest olbrzymi a media trąbią o nadchodzącej wystawie. Na pierwszy rzut oka widać, że wystawa istotnie będzie większa - ba, same pawilony są w innej skali niż te które pamiętam z Japonii.
Ale czy WIĘKSZA będzie znaczyć LEPSZA?
Od 1. maja będzie okazja, by się przekonać.
komentarze
Środa [18.11.2009, 15:42]
Właśnie kończę czytać świetną książkę - 'Wyniosłą wieżę' Barbary Tuchman. Podobnie jak 'Sierpniowe salwy' - kawał kapitalnej eseistyki, co prawda oopowiada o innych czasach ale i jedna, i druga książka może śmiało konkurować np. z 'Jesienią Średniowiecza'.
Jestem skłonny założyć się o sporą kasę, że ani jednej, ani drugiej książki (o trzeciej żal wspominać) nie czytał były prezydent USA, Bush. Po prawdzie nie wiem, jak długa lub jak krótka była lista jego lektur czasu prezydentury ;)
Tak się składa, że 'Sierpniowe salwy' czytał, i to uważnie, inny prezydent - John Kennedy. Zwłaszcza w okresie kryzysu kubańskiego. Miał on potem powiedzieć, że lektura tej książki miała duży wpływ na jego postępowanie w 1962. Dlaczego? Ano dlatego, że zrozumiał jak banalnie łatwo można rozpętać wojnę o konsekwencjach, które przerosną nawet największe mocarstwa. To nic trudnego - wypowiedzieć wojnę i rzucić do boju korpusy żołnierzy, pewnych swej słusznej sprawy.
Trochę gorzej, jak sprawy pójdą nie tak. Jak w 1914, gdy niemal wszyscy zakładali że wojna potrwa tylko kilka tygodni, przyniesie sprawiedliwość i wyzwoli nadmiar nagromadzonej energii. Tylko nieliczni, jak brytyjski minister spraw zagranicznych Grey podejrzewali, że zaczyna się długotrwała wojna na wyniszczenie, bardzo kosztowna dla wszystkich zaangażowanych.
'Wyniosła wieża' dotyczy tego samego okresu historycznego - Europy i USA krótko przed wybuchem wojny. W tym momentu, gdy USA zdecydowało się na ekspansję, upokarzając Hiszpanię i zagarniając Filipiny w ramach pomocy dla tamtejszej partyzantki antyhiszpańskiej.
Wracając do samego tematu - Armistice Day obchodzony jest w niektórych krajach Wspólnoty Brytyjskiej dla upamiętnienia I Wojny Światowej. W tym roku po raz pierwszy zabrakło jej weteranów w czasie obchodów tego dnia w Londynie. Weteranów konfliktu, który miał być krótki, szybki i niemal bezbolesny. Świadkó epoki, gdy jeszcze wierzono w wojnę jako rozwiązanie problemów politycznych.
O czym wspominają i 'Wyniosła wieża' i 'Sierpniowe salwy'
Świetne książki, polecam. Zwłaszcza w kontekście Iraku i obecnych problemów.
komentarzy
Sobota [20.12.2008, 4:05]
Tytułem wstępu:
jeśli, drogi Czytelniku, uważasz dyskusje nt. istnienia boga za niepotrzebne, nie musisz czytać tej notki, zajmij się czymś ciekawszym/pożyteczniejszym.
Problem istnienia tudzież nieistnienia boga to źródło wielu gorących dyskusji i jedna ze spraw, które najgłębiej dzielą ludzi. NIE będę tu dyskutować o Kościele, innych religiach, o tym jak żyć ani o filozofii. Wszystko w swoim czasie, wszystko w oddzielnych wpisach jeśli już. Trzeba zachować pewien porządek.
Zanim napiszę coś więcej, dwie uwagi:
po pierwsze, na potrzeby tej dyskusji przyjmijmy że bóg = NIEKONIECZNIE bóg chrześcijański. Jeśli boga nie ma, to nie ma też jakichkolwiek innych bóstw/bytów transcendentnych/latających talerzy spaghetti itd, a kwestia życia po śmierci jest kwestią osobną ( czy bóg jest do tego niezbędny? ), choć nie tak całkiem do końca;
po drugie, powiedzmy sobie wprost że wiara oznacza zakładanie prawdziwości danego stwierdzenia BEZ dowodów. Niekoniecznie chodzi tu o wiarę w boga.
Gotowi?
Nie będę tu pisał o dowodzie ontologicznym czy innych takich pierdołach, bo już dawno zostały obalone lub przynajmniej solidnie podważone. Nie będę czepiać się nieredukowalnej złożoności - raz, że sam wiem zbyt mało na ten temat, dwa że NIE widzę powodu, dla którego bóg miałby osobiście majstrować czy oczkach, rzęskach czy co tam jeszcze się trafia.
Dobra, to w końcu istnieje, czy nie?
Ale CO istnieje? Z opisem boga są cholerne problemy, bo tak naprawdę NIE jesteśmy w stanie go sobie wyobrazić i wyskakują nam sprzeczności, jak w sławnym twierdzeniu o zbyt ciężkim kamyczku :D
Dlatego na potrzeby tego rozważania najbezpieczniej będzie przyjąć, że bóg = istota wyższego rzędu niż człowiek, prawdopodobnie wszechmocny z naszego punktu widzenia, obdarzony świadomością byt, który być może odpowiada za powstanie naszego świata.
Mały przerywnik: istnieją przypuszczenia, wysnuwane przez całkiem trzeźwo myslących, poważnych uczonych o istnieniu wszechświatów równoległych. Wiemy, że we wszechświecie istnieją czarne dziury, w których załamują się znane nam prawa fizyki ponieważ nie radzimy sobie za dobrze z nieskończonością ( a we wnętrzu tych obiektów min. gęstość podobnie jak i grawitacja dąży do nieskończoności ).
Co to ma do rzeczy, o tym za chwilę. Na razie popastwimy się jeszcze nad potocznym wyobrażeniem boga.
Jak przeczytałem dosłownie przed chwilą, to dzięki bogu żyjemy na Ziemi, bo gdyby była bliżej Słonca życie nie mogłoby powstać.
To, że nie mogłoby powstać to oczywiście prawda, tak samo jak prawdą jest że drobna zmiana wartości jednej z wielu stałych fizycznych doprowadziłaby do wszechświata, w którym nie moglibyśmy istnieć.
Tyle, że to TEŻ niczego nie dowodzi. Powstaliśmy i istniejemy we wszechświecie, w którym możemy istnieć, jesteśmy najlepszym znanym nam dowodem na to, że życie może powstać w takim wszechświecie jak nasz.
Nic to zresztą nie mówi o tym, czy istnieją wszechświaty wyprane z życia lub wszechświaty znające życie w absolutnie odmiennej wersji. Tak więc... to, że istnieje życie we wszechświecie nie świadczy o niczym poza tym, że może istnieć.
Dobra, ktoś teraz wrzaśnie, że Pismo Święte ( lub Koran, czy sutry buddyjskie) musiały powstać z bożej inspiracji, że przecież wielkie religie, wspólne korzenie, że właściwie nie ma plemion ateistów, wiara jest wbudowana w nasze mózgi...
Tak i nie.
Religia ma korzenie w często pierwotnych lękach ludzi, co wcale nie musi prowadzić do boga, delikatnie mówiąc. Różnice miedzy religiami... z jednej strony mamy wiele wspólnych elementów, łącznie z wiarą w istnienie jakiegoś wyższego ładu czy boga, z drugiej strony mamy od cholery różnic. Jaki z tego wniosek?
PRAWDOPODOBNIE taki, że ludzie nie dysponując aparatem pojęciowym (hej, który z założycieli wielkich religii był naukowcem, choćby na poziomie Newtona? Ilu z nich dysponowało ograniczonym zasobem pojęć?) próbowali opisać pewien dość wspólny fenomen ( zwróćcie uwagę na podobieństwo przeżyć mistycznych w budyzmie i chrześcijaństwie, żeby dać tylko ten jeden przykład ) - i każdy opisywał to inaczej, tak jak pięcioletnie dziecko opisuje świat dokoła. A czy za tym przekazem kryje się jakaś ułomność psychiczna, czy też faktycznie jakiś wyższy byt, to już zupełnie insza inszość. Przy tym ułomność psychiczna nie jest niewykluczona.
Z drugiej strony, owszem możemy założyć, że boga nie było, nie ma, nie potrzeba. Ale czy na pewno? W fizyce teoretycznej wiele rzeczy przyjmujemy tak naprawdę na wiarę, która ewentualnie się potwierdza ( np. rozszerzanie się wszechświata) lub wręcz przeciwnie (eter, czyli ośrodek w którym miały rozchodzić się fale elektromagnetyczne). Do tego wiadomo, że ten wszechświat zaczął się od Wielkiego Wybuchu, a co było wcześniej - nie wiemy. Big Bang prawdopodobnie wymazał poprzednią informację ( w tym sensie, że NIE znaleźliśmy niczego co byłoby starsze niż Big Bang i zapewne NIE znajdziemy), a przy okazji stał się początkiem upływu czasu.
Możliwe, że to, co uważamy za boga to byt, który w jakiś sposób zapoczątkował istnienie naszego Wszechświata - według jednego z modeli teoretycznych do zapoczątkowania Wybuchu z wykorzystaniem modelu Inflacji potrzeba całkiem niewiele - więc naszym pośrednim twórcą mógłby być jakiś nieznany nam eksperymentator.
Dodajmy jeszcze ten drobiazg, że nawet nie wiemy ile wymiarów ma ten nasz kochany Wszechświat. Dorzućmy absurdy (pozorne) fizyki kwantowej - przy całym tym świecie zagadek, hipoteza o istnieniu boga nie jest wcale najbardziej niedorzeczna. Dodajmy kwestię mistycyzmu, czy nawet problem skąd właściwie bierze się świadomość. Podobno - jest to zapewne efekt mechaniki kwantowej i tego, co na bardzo subtelnym poziomie dzieje się w naszych mózgach. Dodajmy problem relacji ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną i całkowitą, bezbrzeżną bezużyteczność opisywanego przez nich 'tunelu' z punktu widzenia ewolucji... tylko bez podpinania boga biblijnego, proszę.
Czy coś z tego powyższego, tak w sumie, powinno wynikać?
Sądzę, że tak. Mianowicie, powinniśmy przyjąć wreszcie do świadomości jedno: że NIE WIEMY.
Nie umiemy wyjaśnić wielu podstawowych pojęć, o wielu zjawiskach nie mamy pojęcia lub oficjalnie, całkiem naukowo musimy przyjmować je na wiarę. I zapewne długo jeszcze nie będziemy w stanie poprawnie ocenić ich prawdziwości.
Co za tym idzie... aż do odwołania, spór o istnienie boga należy uznać za bezcelowy wobec niemożności ustalenia, która ze stron ma rację. Nic o bogu nie wiemy na pewno, poza tym być może że bóg w wersji podawanej w objawieniach raczej nie jest prawdziwy i lepiej nie przyjmować bez krytycznie tego, co się nam wmawia, oraz tym, że istnienia czegoś ponad nami NIE jesteśmy w stanie wykluczyć. I osoby wierzące w boga i niewierzące błądzą we mgle.
A więc, zamiast bić pianę, zajmijmy się lepiej czymś bardziej przydatnym. I ateiści, i wierzący. I spróbujmy przestać patrzeć na tych innych ze strachem, czy pogardą.
Bóg istnieje/nie istnieje*
==========
*niewłaściwe skreślić.
komentarze
Czwartek [11.12.2008, 18:20]
Ot, taka mała chwilka na zastanowienie... czy warto prowadzić tu bloga na tematy polityczne i okołopolityczne? Kilka lat temu obiecałem sobie, że nie będę już wypowiadał sie na temat polityki w necie, bo jest to oględnie mówiąc strata czasu tudzież walenie głową w mur.
Ale w tej formie, kto wie?
Prowadzić politbloga, nie prowadzić? Pisać, nie pisać?
Zapewne, jak wnoszę po pierwszych komentarzach, potrzebne będzie małe dookreślenie: nie jestem ani konserwatystą, ani lewicowcem, ani liberałem, ani prawicowcem sensu stricto.
Raczej staram się oglądać każdy przypadek z każdej strony i kombinować. Średnio śledzę polską scenę polityczną - troszkę bardziej międzynarodową i to, co dzieje się na Wschodzie oraz Dalekim Wschodzie.
Poza tym, jestem prawdopodobnie za głupi by mieć odpowiedź na każde pytanie. Rozumu niestety starcza mi na ogół tylko na to, by coś zakwestionować a potem zaczynają się strome schody ;)
komentarze
Pięć lat temu miało miejsce EXPO w Aichi, w Japonii. Olbrzymia powierzchnia wystawowa, miliony odwiedzających z całego świata ( choć i tak najwięcej było Japończyków ), poważne rozmowy biznesowe w kuluarach i wystawy w pawiloonach różnych krajów.
Wystawa w Pawilonie Chińskim poświęcona była jednemu - EXPO 2010 w Szanghaju, które ma być LEPSZE, bo będzie BARDZIEJ, WIĘCEJ, OKAZALEJ.
Na razie mogę powiedzieć tyle, że w Szanghau coraz więcej cudzoziemców, teren wystawowy jest olbrzymi a media trąbią o nadchodzącej wystawie. Na pierwszy rzut oka widać, że wystawa istotnie będzie większa - ba, same pawilony są w innej skali niż te które pamiętam z Japonii.
Ale czy WIĘKSZA będzie znaczyć LEPSZA?
Od 1. maja będzie okazja, by się przekonać.